a teraz….

26 czerwiec 2009

WAKACJE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

LATO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

SZWECJA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ARVIKA FESTIVAL !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

UA8PmDbQJk9sggqkAswU5Ep7o1_500

Fleet Foxes, Mando Diao, Santigold, Royksopp, Depeche Mode, Fever Ray, Anna Ternheim…

jeszcze w to tak do końca nie wierzę, ale lecę pakować kwieciste sukienki, i festiwalowe szorty i w ogóle :D

tylko proszę pozdrowić ode mnie Placków na Heńku, kto będzie miał możliwość !!!!

woodstock

26 czerwiec 2009

to lubię najbardziej.

25 czerwiec 2009

co jakiś czas napada mnie szał nagabywania filmów, które są nadal w procesie twórczym. tylko, że tym razem jest to coś, co może być tylko totalnym spełnieniem moich bajkowych fantazyji.

Tim Burton. Johnny Depp. Helena Bonham-Carter.

i Stephen Fry jako Cheshire Cat.

i Alan Rickman jako Gąsienica na haju.

Totalna ekstaza.

wonderlandphotos-550x274

zz1f223857-550x272

zz3cab714d-550x303

zz1b202482-550x323

read me in my sleep

25 czerwiec 2009

mam śpiączkę. albo jakąś dziwną formę hipersomnii, studencką, otwieram książkę, kilka zdań i już mnie nie ma. jak można spać w sam środek słonecznego (w Anglii!!) dnia przez dwie godziny?? szczególnie gdy trzeba się pouczyć, spakować, zaplanować i może jeszcze trochę posprzątać??

sen

discoveries

23 czerwiec 2009

Czasami spędza się dwie godziny u fryzjera, z czego 3/4 czasu, chcąc nie chcąc, na przeglądaniu magazynów, które powiedzą Ci wszystko co chciałbyś wiedzieć o Girls Aloud, o tym jakie dresy nosi teraz Peter Andre i czy Kate Moss jest nadal tak chuda jak w zeszłym tygodniu. Recenzje płyt, zadziwiająco obecne, ograniczają się do składanki z Eurowizji i nowego singla pani Spears B. Efekt takiego posiedzenia: brain damage, i okupiony tą lekturą, nowy czerwony na głowie. Wczoraj mi się podobał, dzisiaj już nie.

Czasami otwiera się książkę z ciekawością i apetytem na nowy artykuł, a potem – już po wstępie – okazuje się, że to plagiat twojej własnej – jeszcze nie-zmaterializowanej – pracy magisterskiej. W pewnym starym polskim teleszole w takiej sytuacji padał irytujący dźwięk ZONG!!

Czasami człowiek musi zweryfikować własne pomysły i powykręcać ptasi móżdżek, żeby było jeszcze mądrzej. A przynajmniej oryginalnie, a nie plagiaciarsko – wtórnie.

Czasami dowiaduje się, że jedna strona dla tłumacza w Polsce równa się 80 zł. I tak tłumacz zarabia na bułkę z jogurtem. Pyta się, po co studiuje mediewialistykę, jak mogłaby już tłumaczyć od lichych dwóch lat?

W sklepie dotykam nowego pudełka z napisem placebo (wygląda jak zaćmienie słońca), po chwili delikatnie odkładam. It’s not the right time yet.

le fa fa

8 czerwiec 2009

małe przenosiny. nie pytać dlaczego. letnia fanaberia. http://willscarlet.tumblr.com/

song for the angels.

26 maj 2009

piątkowy wieczór. ciepły, wreszcie. miły, angielski wieczór w obcym mieście, po miłej niezbyt długiej podróży pociągiem. wszystko co miłe. miły hotel z mini pokoikiem z wieeelkim łóżkiem. przemile idealnym materacem…

glee club. może z 150 osób max. zero ograniczeń. twarzą w twarz z muzyką.

najpierw, na pierwszy ogień: Sharon Van Etten. Niesamowicie nieprzekonana do wielkości swojego głosu urocza istota. Wspaniale śpiewała.

Deser główny był jak z nieba. Z Toronto, ściśle mówiąc. Może to tam? I cały czas: to będzie nasza ostatnia piosenka, bardzo dziękujemy, papapa. I wracają po 4 minutach, chyba że macie jeszcze czas na kilka kawałków? I potem znowu to samo. I powrót z tekstem: Erik mówi, że teraz muszę dać jakąś solówkę. Są wielcy.

tony

Tony podpisał mój plakat, i narysował mi gitarę. Miał mocny, ciepły uścisk dłoni. <nadal omdlewam>

oh mando

20 maj 2009

Spelning:
torsdag, 2 juli, 2009 18:45
dokładnie wtedy zwariuję od skakania pod sceną.

czy 13-tego maja wydarzyło się coś istotnego? hm, dziwne.

ta udawana wiosna sprawia, że mogłabym w ogóle nie wychodzić z łóżka. budzik doprowadził mnie dzisiaj do szlochu. widocznie nie ma znaczenia, że budzi głosem Petuli Clark. to chyba ta praca, która jest konieczna a tak śmiertelnie nudna, że trzeba kroplówki z motywacją, żeby tam wchodzić codziennie. i to jeszcze nadgodziny..

jestem na nowo wciągana w jakieś chore układy. tzn, tak to wygląda dla niektórych z boku. teorie spisku się rodzą w małych głowach. a mi się wydawało, że po prostu zapomniałam o starych żalach i wyciągnęłam przyjaźnie rękę. A może nie? Że to będzie układanie się za plecami, plotkowanie i jakieś inne czarne sztuczki? Gdzie jest granica, gdy rozmawia się z drugim człowiekiem o osobie nieobecnej, a znanej przez obojga, i wymienia się własne komentarze na temat jej zachowania? Czy to już jest knucie? Osobiście uważam, że to bardzo miłe uczucie spotykać się z koleżanką, bez tej drugiej. Tak w ramach zrywania z rutyną, z czymś, co urosło do jakiegoś niezbyt zdrowego uzależnienia, jak ty nie, to ja też nie, a jak ty tak, ale ja już się nie załapałam, to i tak zrobisz to sama, no trudno. To samo z mieszkaniem. Jak długo można je wynajmować z jedną osobą? Czy 4 lata to nie jest już przypadkiem wystarczająco długo? Dlaczego mam wrażenie, że tylko ja, jedna strona, czuję taką potrzebę i uważam, że to będzie świeże, zdrowe i z korzyścią dla OBU stron?? I jest jakiś powód dla którego nie może mi to przejść przez gardło. Tak zwyczajnie, w rozmowie o przyszłych planach. “nie potrzebuję już opiekuna” “nie chcę stracić przyjaciółki” słucham tego i myślę, dlaczego jest jej tak ciężko zawsze pamiętać o takich rzeczach. dlaczego to jest taki minimalny procent jej wypowiedzi. dlaczego do jasnej nędzy to się w końcu nie może zakochać i wybiec za ukochanym gdzie pieprz rośnie… To jest dziwne, ale zamiast jak w czystej przyjaźni, opartej na radości ze swojego towarzystwa, wzajemnych przysługach i zaufaniu,  czuję się jak w jakiejś obligacji ubezpieczeniowej, która raz działa, raz szwankuje. To naprawdę jest nienormalne, albo to tylko moje złudzenia. I tak, jak zbyt długo o tym myślę, to nie pomaga. Dochodzę do tego, że przecież nie chcę nikomu nic złego zrobić, i postępuję wg swoich przeczuć. Przeczuwam, że jest już czas się odciąć, nawet jeśli będziemy mieszkać w jednym mieście. Tak było w Poznaniu, i to funkcjonowało. Mogę czasem potrzymać ten balonik, ale ręka już mi trochę zdrewniała przez 4 lata. 7a48569287c694f5b3adc32e2ae7d5294a906025_m

Jedynym motorem jest perspektywa Szwecji. W moich oczach morskiej, słonecznej i zielonej. Kolorowe domki. Mnóstwo nowości. Mnóstwo muzyki. Nowi ludzie, którzy też na mnie czekają i są ciekawi. Ja się denerwuję, i napewno zapomnę wszystkie języki świata i będę bełkotać.. Ale, trzeba do przodu, bo inaczej nic się nie spełni.  A ostatnio się spełnia, choć bieda śpiewa z każdego kąta. Biedni zakochani.

Jeszcze jedno. Zazdrość. Zawiść. Zablokowanie. Czy mi się tylko wydaje, czy ja naprawdę nie umiem się za bardzo posługiwać tymi emocjami? Ciekawość owszem. Często niezdrowa. Bo muszę zobaczyć te zdjęcia. No i widzę je, i nie czuję tej zazdrości. Nic a nic. Ani smutku. Ani żalu. Ani nic, w sumie. Po prostu oglądam jego zdjęcia. Aż widzę takich kilka które już gdzieś widziałam, takie na których sama byłam. Taki ładny plagiacik. Celowo? Tak, żeby pokazać? Tak, żeby skądś, np właśnie stąd, dowiedzieć się, że tak – widziałam je. No i ładne są. Jeziorko, trawka, niebo, miłość kwitnąca. Cukier puder. Tylko po co? Tylko dlatego, że naprawdę ładnie i z potrzeby serca? Czy po to żeby coś mi pokazać? Taki środkowy palec w postaci kilku skopiowanych fotografii.I guess so. Not a single regret.

Mi zostało tyle piosenek, które zawsze gdzieś wracają, i przypominają. Ballerina zawsze dostaje w twarz przyciskiem NEXT. Front Row nadal ma ukrytą drugą ścianę tekstu, nadal jej nie umiem na pamięć, a cała reszta jest jak idealnie dopasowana garsonka.

fill up your proverbial cup, so that it doesn’t always have to be about you

apropo popcornu to czy te nowe Gwiezdne Wojny naprawdę są tak bardzo warte obejrzenia? nawet przez laika?

sesja trwa..

4 maj 2009

ikria1qkbku5v8rxqjmusewyo1_5002

Gonna sing the song of love
Just you and I
We can save our world again
Just one day at a time (one day at a time)

Om Namah Narayana
Om Namah Narayana