wczorajsza impreza urodzinowa Doroty wszystkim dała w kość – i to tak, iż niezbędne było wymiganie się z absolutnie widocznych skutków… tak to jest jak się pracuje w jednym i tym samym miejscu. pomijając to, i kilka innych dziwnych analiz towarzyskich podczas – jestem szczerze zaskoczona, że połączenie wszystkich naszych znajomych w jednym pomieszczeniu wypadło tak świetnie. w dodatku – będą zdjęcia – co jest ewenementem, bo spotykamy się od pół roku i hoho, a jakoś żadnych dokumentacji cyfrowych jeszcze nie było. za tydzień powtórka z rozrywki, tym razem u państwa W.
) upiekę tusiowe babeczki, poleję białym lukrem.. mniam mniam hm:) i właśnie wymyśliłam, że zajmę się również oprawą muzyczną, bo dylanie do teledysków na jakimś badziewnym 4fun.tv nie jest w dobrym guście i zdecydowanie nie może mieć miejsca ponownie!
znowu mam ochotę na zmiany. każdy mięsień odmawia współpracy co prawda, dziś z przemeblowania mentalnego raczej nic już nie wyjdzie. mogę jedynie się zaszyć z Liz w aśramie.
za tydzień: niebo: 3-dniowy weekend:) żadna angielska pogoda nie będzie wstanie zepsuć TEJ przyjemności!
zabieram się za tworzenie playlisty na sobotę
)) – pytanie brzmi tylko – czy mam wszystkie niezbędne do dobrej zabawy utwory w swojej muzycznej bibliotece?!?