numbness on my brain

30 sierpień 2008

Dawno się nie zdarzyło, żeby ktoś z tubylców wykazywał zainteresowanie faktem, że ktoś wywodzi się z innej kultury. Toteż trochę śmieszne a urocze pytania Helen w pracy, po jakiemu myślę, czy po polsku czy po angielsku, i – co szczególnie sprawiło przyjemność – autentyczne zainteresowanie odpowiedzią, zaskoczyły mnie. Faktem jest, że miewam sny po angielsku, a wszelkie scenariusze teatralne, monologi, dialogi i burzliwe romanse często przeprowadzam w głowie również w języku wyspy. To chyba jednak działa tak jak w filmie, toteż jest w oryginale, czasami z napisami, nigdy z dubbingiem.

M. mnie kusił, kusił i skusił. Wysłał, a ja odebrałam. Teraz słucham. Wcześniej niż było w planie. I NIEBIOSA jak się z tego cieszę!!!!! Po przesłuchaniu Numbness stwierdziłam, że wieje od tego świeży wiatr, a jednak brzmi jakby kiedyś dawno zagubiło się gdzieś za A Northern Soul, a teraz nagle odnalazło. M. powiedział, że to wibruje i rezonuje z czymś głęboko w nim. I że w sumie dobrze opisałam to pierwsze wrażenie po pierwszym przesłuchaniu tego utworu, a że całą płyta taka jest, to on już nic nie będzie dodawał. Słyszę te same echa, te same ściany dźwięku, te same szeptane echa, powtarzane wersy które tworzą tą vervową aurę mgielną…te same które jeszcze przed Miejskimi Hymnami było słychać…, a z drugiej strony – tak też trochę w tym tego dobrego melodyjnego, bardziej piosenkowego solowego Rycha.

Cały dzień towarzyszy mi uczucie, które Sally Albright opisała Harry’emu Burnsowi wrzucając listy do skrzynki pocztowej jako: “brakuje mi samej idei chłopa”. Love is these blues that I’m singing again, again, and again…