słońce…księżyc…gwiazdy…wiatry…mgły…ciepły deszcz…burze…błyskawice…ozon…

muzyka…muzyka…muzyka…muzyka…słucham, wyrastam, rosnę z, odchodzę i wracam…uwielbiam odkrywać nowe, z pasją wracam do starego…alternatywa…rock…and roll…indie…downtempo…shoegejzy…triphopy…klasyka…elektronika…cdcdcd

tańczę do upadłego…oglądam filmy i przeżywam…siedzę na podłogach…gapię się na ludzi…podróżuję po malutku…przytulam…głaskam…całuję…śmieję się…jem wolno…nie umiem gadać nie używając rąk…odkrywam nieodkryte (jeszcze przeze mnie)…chowam się za drzewami…biegam po polach (czasem za psem)…swinguję…dopadam huśtawki…piekę ciastka…wyszywam motyle…chodzę po torach nie tracąc równowagi, rzucam śnieżkami, czasem robię na drutach, zbieram jesienne liście (najpierw szuram ile wlezie), wącham skoszoną trawę, leżę na sianie i wdycham je, spaceruję w nocy, obserwuję konstelacje, zagubiam się w księgarniach i antykwariatach, grzębię godzinami w płytach na które mnie nie stać, mogę mieć 2 pary butów, ale 20 torebek i 30 apaszek, czasem bywam na dzikim zachodzie, spijam pimmsa, odkrywam nowe nazwy kolorów, chodzę na koncerty, często nie śpię jak mogę, a lunatykuję jak nie powinnam. studiuję i emigruję. tęsknię i planuję.

adoruję: bąbelki, kolorowe torebki, martensy, kwieciste sukienki, świece, kolorowe szkła, wsie, opuszczone miejsca zamieszkane tylko przez ptaki, szał tłumu, dzikie plaże, zakamarkowe puby i kawiarnie, ogrody, psiaki i kiciaki, camden town, naleśniki, pierogi, owocowe koktajle, moje trampki w gwiazdki, jeżyny, maliny, truskawki, maliny (i wszystko inne co kończy się na -berry), język angielski, język szwedzki, berlin, poznań, herbaty i jeszcze raz herbaty, owocowe kosmetyki, kubki, bańki mydlane, kota z Cheshire, dziewczęce bokserki, turkusowe ściany, kafelki i podłogi, paluszki, rude włosy, puste butelki po perfumach, gadżety vintage.

Panteon bogów:

i inni mili a nieodzowni panowie (i panie):