You are currently browsing the category archive for the 'Sounds of Silence' category.
I saw you in the wild
i saw you in the wild
i saw you in the wild
i knew you in the wild
you were nervous, you were furious
you were very sure-footed
dreams and intentions
full of wonder and amazement
the fire in your eyes
you were in your disguise
you were haunted you were hollow
you could not see tomorrow
in the wild,
i saw you in the wild
i saw you in the wild
i knew you in the wild
in the books, in the trees
you were spreading your own needs
and their hats all went off to you
they were trying to show respect for you
i was riddled with worry
you were all in a hurry
crystallized mess of things
there was a fear in it and all a great
in the wild,
i saw you in the wild
i saw you in the wild
i knew you in the wild
holding onto high ideals
living incongruously
you were there among the leaves
your needs were directing you
and the wilderness, it spoke to you
they were threatened to choke you
you were always aware
you could sense that i was there
in the wild,
i saw you in the wild
i saw you in the wild
i knew you in the wild
i could tell by your look
you came from a book
and i read many times
all your funniest lines
and the branches with the sages
i turned all the pages
we were two sets of eyes
two fires burning behind
in the wild,
i saw you in the wild
i saw you in the wild
i knew you in the wild
[great lake swimmers; Bodies & Minds 2005, Misra]
Jadąc do tej normalniejszej pracy, podświadomie włączyłam Forth. Losowe wybieranie utworów intuicyjnie zagrało Judasza… i niebo, chmury i kolor słońca podczas tych kilku minut były dokładnie takie jak na okładce tej płyty. To samo światło wypełniało przestrzeń. Na samym początku pomyślałam, że to mało oryginalna okładka. Ale to była pomyłka. Jest idealna.
Siedząc w kafejce, licząc klientów na palcach, przez szybę widzę tzw. staff club uniwerkowy, gdzie znajduje się restauracja i bóg-jeden-wie co jeszcze, i wygląda jak typowy angielski dworek, z idealnie zielonym i przystrzyżonym trawnikiem. Dokładnie o 18:40 czasu brytyjskiego niebo za tym dworkiem ma kolor wyschniętych wrzosów. Już nie fioletowy i jeszcze nie biały, wpadający lekko w dziwny błękit a im niżej tym bardziej w granat i rozmazany pomarańcz zmierzchu. Wygląda to wspaniale. Moja wyobraźnia wariuje. Podziwiam ten widok przez szklane ściany, a dookoła mnie unosi sie zapach latte z podwójnym espresso, wuchtą syropu orzechowego i waniliowego i sosem karmelowym na czubku. Mleczna piana zabarwiona tym karmelem wygląda jak puszysta chmurka toffee. Dawno nie zrobiłam tak pysznej kawy.
a potem za plecami, znienacka nachodzi mnie J. i bezpiecznie wracam do domu. earl grey z delikatnym aromatem bergamotki. i tak już trzeci dzień z rzędu…tackar tackar.
Próbny poniedziałek. Seven – Eleven. Works fine for me, so far. Waking up at 6am – obviously – sounds like suicide for me, though these four hours go much quicker than the evenings. On my way home I stepped to Fopp and found two lovely bargains: Spiritualized from 1997, and Richard’s Keys To The World. It seemed to me for a while that i’m the only person in the whole world who appreciates and truly loves ALL his solo works… hmm. Now, going back to Old Norse morphology and syntax. Yummy.
What is Spiritualized used for?
- Spiritualized is used to treat the heart and soul.
1 tablet 70 min
When they call your name
Will you walk right up?
With a smile on your face?
Or will you cower in fear
In your favorite sweater
With an old love letter?
I wish you would
I wish you would
Come pick me up
Take me out
Fuck me up
Steal my records
Screw all my friends
They’re all full of shit
With a smile on your face
And then do it again
I wish you would
When you’re walking downtown
Do you wish I was there?
Do you wish it was me?
With the windows clear and the mannequins eyes
Do they all look like mine?
You know you could
I wish you would
Come pick me up
Take me out
Fuck me up
Steal my records
Screw all my friends behind my back
With a smile on your face
And then do it again
I wish you would
I wish you’d make up my bed
So I could make up my mind
Try it for sleeping instead
Maybe you’ll rest sometime
I wish I could
/by ryan.adams./
takie to urodziny.
dostałam piżamkę z Batmanem.
chociaż Michael i Sara się znowu całują.
Dawno się nie zdarzyło, żeby ktoś z tubylców wykazywał zainteresowanie faktem, że ktoś wywodzi się z innej kultury. Toteż trochę śmieszne a urocze pytania Helen w pracy, po jakiemu myślę, czy po polsku czy po angielsku, i – co szczególnie sprawiło przyjemność – autentyczne zainteresowanie odpowiedzią, zaskoczyły mnie. Faktem jest, że miewam sny po angielsku, a wszelkie scenariusze teatralne, monologi, dialogi i burzliwe romanse często przeprowadzam w głowie również w języku wyspy. To chyba jednak działa tak jak w filmie, toteż jest w oryginale, czasami z napisami, nigdy z dubbingiem.
M. mnie kusił, kusił i skusił. Wysłał, a ja odebrałam. Teraz słucham. Wcześniej niż było w planie. I NIEBIOSA jak się z tego cieszę!!!!! Po przesłuchaniu Numbness stwierdziłam, że wieje od tego świeży wiatr, a jednak brzmi jakby kiedyś dawno zagubiło się gdzieś za A Northern Soul, a teraz nagle odnalazło. M. powiedział, że to wibruje i rezonuje z czymś głęboko w nim. I że w sumie dobrze opisałam to pierwsze wrażenie po pierwszym przesłuchaniu tego utworu, a że całą płyta taka jest, to on już nic nie będzie dodawał. Słyszę te same echa, te same ściany dźwięku, te same szeptane echa, powtarzane wersy które tworzą tą vervową aurę mgielną…te same które jeszcze przed Miejskimi Hymnami było słychać…, a z drugiej strony – tak też trochę w tym tego dobrego melodyjnego, bardziej piosenkowego solowego Rycha.
Cały dzień towarzyszy mi uczucie, które Sally Albright opisała Harry’emu Burnsowi wrzucając listy do skrzynki pocztowej jako: “brakuje mi samej idei chłopa”. Love is these blues that I’m singing again, again, and again…
ostatnio praca mnie dobija i doprowadza do totalnej frustracji. a jest tylko środkiem na utrzymanie się.
niestety, nawet fakt że już mam prawie biznesplan, nie zmieni tej prozaicznej rzeczywistości. ale tu nie o tym, bo nie można się tak denerwować przed snem.
Ryszardo, patron jakby nie było tego bloga, wrócił z kolegami i hail to them. Ich miłość pięknie hałasuje, i po pierwszym sceptycyźmie czuję, że to ta melodia nie da mi teraz spokoju na jakiś dobry czas. nowa płyta – podobno – to nie nowe Urban Hymns, ale kto by wymagał powtórki arcydzieła? Znowu to przyjemne uczucie mrowienia na myśl o kupieniu świeżutkiej płyty.
majorka potwierdzona. nowe bikini niezbędne.
mail przyszedł z gigsandtours. już nawet zaczęłam je bez czytania usuwać, bo niczego się już nie spodziewałam. a tu klops. Nicholas Edward się tak rozkręcił z kumplami, że 5-cio koncertowa trasa jesienna na wyspie znowu.
a że w trójkę została złożona przysięga, że nie ma że nie ma, więc Manchester w listopadzie znowu doświadczy moich fioletowych martensów. Jupijajej!!! już jesteśmy umówione z Magdą.
Seth Lakeman jednak trochę boli i przesadza z ceną, a u mnie teraz dzwonią centy. Więc chyba jednak nie będzie fidlu-didlu.
Zaczęłam tęsknić za Nancy dzisiaj. Chyba nadszedł czas rozpoczęcia 4tego sezonu palenia trawy z moją imienniczką.
Dziś też wyjechałam z Elizabeth do Indii. Bardzo się z tego cieszę.
aaaaa, no i jeszcze jedna muzyczna wieść: Boski Bri back in the studio



