You are currently browsing the category archive for the 'Uncategorized' category.
wyjątkowo wyspana, obudzona raniutko, nie mam zamiaru wychodzić z łóżka bez konkretnego powodu. chcę słuchać non stop muzyki, a cisza sprawia mi przyjemność. jestem spragniona przyjaciół, a nie mam ochoty się do nikogo odzywać. chcę nosić piękne kolorowe kombinacje ciuchowe, a codziennie zakładam czarne łachy do pracy, bo nie mam wyjścia. chcę przestać się bezsensownie obwiniać, bo nie mam dlaczego, ale chyba switch off mi się zaciął w tej dziedzinie. nadal rozkoszuję się wspomnieniami z Bat For Lashes i Yeasayer, a już za miesiąc ponowne spotkanie, w tym samym miejscu z Great Lake Swimmers.. to jakieś zrządzenie losu, tak samo jak było z Kulą Shaker dwa razy pod rząd w tym samym roku. miluchne takie zrządzenia. i karnet do kina trzeba nabyć, bo za dużo filmów się w kolejce ustawia. Wczoraj był Zombieland. Niesamowita niespodzianka w postaci niezastąpionego BM. I to nie mowa o Bobie Marleyu
Kalifornia mi się marzy. Nie wiem czy przed czymś uciekam, ale nagle nawet tam nie wydaje się za daleko.
w mojej głowie ciągle króluje tych kilka melodii:
i to wszystko louder than sirens, louder than bells !!!!
[praktyki rozpoczęte, lody przełamane, będzie dobrze:)] przynajmniej mózg mi nie skiśnie, a i do kieszeni coś wpadnie:)
w piątek idę kupić zieloną sukienkę, która wisi w tym samym miejscu od 2 miesięcy. czeka cierpliwie na mnie ^^.
już pachnie zimne powietrze. wiatr tańczy jak szalony, słonko próbuje się przebić, sen nie pozwala rano wyrwać się ze swoich objęć, rano zmienia się w południe, śniadanie w lunch, a noce są długie i księżycowe. ambi pur pachnie Japonią, centralne zaczęło ogrzewać, babie lato nadal fruwa za oknami, a ja wyszywam już alfabet przy mojej sikorce w dzikich kolorach. dziś wieczorem miał być drum’n'bass ale wyszło na gorące kakao z herbatnikami, książkę i kanapowe grzanie. no i trochę jesiennego etsy:


oczywiście, nie muszę chyba wspominać, że chcę to wszystko. Znalezione w: Small Earth Vintage, Beau & Marigold i Bead Couture.
Przesłodki szczeniak z naprzeciwka, którego obserwuję od kilku dni jak wychodzi ze swoim państwem na spacery, ma 3 miesiące, jest dziewczynką o imieniu Izzy i ma szalony ogon jak turbo wiatraczek. Budzi się we mnie chęć kradzieży tej słodkości.
ta piosenka przyprawia mnie o mały zawał serca przy każdym przesłuchaniu. łzawy zawałek.
poza tym chcę znowu na festiwal!!
Dostałam zadanie bojowe od Naci na stworzenie racjonalnej w wielkości i przyjemnej w słuchaniu selekcji z dyskografii pana Nicholasa Cave’a
Jak bardzo mnie to podnieca, nikt sobie nie zdaje sprawy. Pan ma jakiś jeden koncercik, ale to niestety w stolicy tego kraju. Także może innym razem. Za to sobie spędzę ładne wiele godzin na słuchaniu, wybieraniu i układaniu w idealnej kolejności piosenek jaskiniowych.
A to już potwierdzone, że od poniedziałku w godzinach późniejszych w dziale bielizna damska będę urzędować. Naaajs
Nuda mnie pewno będzie porywać, ale będę miała mnóstwo czasu na powtarzanie szwedzkich słówek przed wieczornymi konwersacjami
Widziałam dzisiaj idealną mydelniczkę. Białą, porcelanową, z małym ptaszkiem zrywającym się do lotu. Tylko dlaczego jej nie kupiłam?!?
A to z dedykacją dla Tusi specjalnie [za błyskotliwą odkrywczość powiązań rodzinnych
): 
http://www.polkadotrobot.com/
http://www.mina-perhonen.jp/index_en.html
https://www.redvelvetart.com/
http://kupkup-land.blogspot.com/
http://www.anthropologie.com/anthro/index.jsp – ta strona zgarnia absolutnie wszystkie nagrody.
Enjoy!
Nie wiem skąd się bierze ta poranna apatia i smętność. Siła przyciągania materacu? To lekko zachmurzone niebo za oknami? Ogłaszam wszem i wobec walkę z tą poranną apatią!! Tym bardziej, że wracam do pracy na popołudnia i wczesne wieczory, więc poranki będą moje, pełne tego co teraz MOGĘ robić, tylko mojego czasu, który między chcę wypełnić głównie szwedzkim, ale też rękodzielnictwem (rękodziełem?). A w związku z faktem, iż u mnie zaawansowane jest tylko haftowanie niteczkami, to zapraszam do współpracy wszystkie ręce co szydełkują, sklecają, montują itp. itd. [ Hintely hint dla Z., dla T. i dla K. - moje drogie - jak jest wena, to musimy połączyć siły - zrobimy sobie etsy, albo jakąś ogólnopolską bazę i do roboty]. Także zbierać wenę.
Zaskakująco – słońce mnie właśnie opala przez szyby
Zabawa w Filifionkę rozpoczęta. Próba numer jeden sprawdzania funkcjonalności piekarnika miała miejsce wczoraj wieczorem i zaowocowała dwoma paletami malinowych muffinków. Przepisz zawsze mówi 12 muffinów, ja zawsze mam 24. A potem że dwa grubasy siedzą i jedzą.
A poza tym, uwielbiam postcrossing.com – iść, zapisać się i słać w świat!! Aktualnie nabyłam zestaw 18 pocztówek z vintage mapkami i ślę ślę ślę !
Jest dobrze!!
jestem na finiszu. zosta ly jakies 3 godziny w bibliotece ktora jest niemalze pusta. nie slychac nic oprocz mojego walenia w klawiature i buczenia komputera. tylko tego, przy ktorym siedze. i oczywiscie brak polskich znakow. bless. 3 godziny na skonczenie czegos co ma zaswiadczyc o mojej zagranicznej akademickiej inteligencji w strefie sredniowiecznej literatury skandynawskiej. juz wiem ze absolutorium (zawsze sie musze zastanowic nad tym slowem, nie zebym miala problem z polska nazwa tej uroczystosci) jest 9tego dnia grudnia. o, dniu w ktorym nareszcie bedzie mi dane odebrac jakis dyplom. w stroju batmana. juz dwa przegapilam, a nie zamierzam starac sie o wiecej. juz nigdy nigdy. ostatnio gdy wypelnialam rubryke ‘edukacja’ w aplikacji o prace, zszokowalam sie faktem, ze uczeszczam do jakichs szkol nieustannie od 18 lat. to 2/3 zycia. ksiazki owszem, ale prosze juz nie po akademicku. mam ochote teraz studiowac nowe zespoly, ich dyskografie, na nowo kupowac magazyn Q i zdecydowac sie na jakies inteligentne dorosle kobiece pismo. tymczasem tu znowu zimno jak w lodowce. a biletu na autobus na lotnisko nadal nie mam, a juz odliczam godziny do lotu. i nie zadzwonili z koralikowego. juz sie chyba nie ludze, aczkowliek moze jeszcze decyduja. mialam mini kryzys, ale mam zbyt duzo na glowie w ciagu ostatnich godzin, zeby miec czas na dramatyzowanie. to chyba dobrze. aczkolwiek juz nie podoba mi sie status bezrobotnej.
wieczorami sluchamy razem Automatic for The People, porankami jemy wspolne sniadania…
nie lubię telefonów. tak ogólnie. wolę twarzą w twarz.
ale dziś odebrałam dwa połączenia, które przyspieszyły bicie serca.
pierwsze: z zaproszeniem na wywiad o pracę w moim wymarzonym miejscu.
drugie: z Tomaszkiem na linii, prosto z Poznania….podczas Reckonera i Creep. Dzięki!!!

zaczęłam pakowanie. uwalnia się ta nieokreślona wściekłość ze mnie, dzięki tej niewielkiej fizycznej manifestacji odcinania się od starych brudów. znalazłam przed chwilą zestaw kaset magnetofonowych, które przyleciały ze mną 4 lata temu na Wyspę. w tym, z wieloma pęknięciami i przetartymi napisami trzy takie: Złodzieje Zapalniczek, Ulice jak Stygmaty i Marchef w Butonierce… i chyba nigdy się ich nie pozbędę, bo nie umiem sobie wyobrazić słuchania Pidżamy z płyty CD nawet najlepszej jakości. Ktoś chętny na Pidżama Porno parapetówę ? (tak, tak, stary magnetofon też ze sobą zabrałam).
przypominam się, że za dwa tygodnie na kawę i herbatę z przyjemnością po poznańskich kątach się powybieram, jeśli ktoś reflektuje.
i tak, kurna, ten wpis udowadnia jak czasami cholernie brakuje mi tego miasta. i jeszcze ten koncert jutro!
